niedziela, 30 lipca 2017

Bądź szczęśliwy

  Piszę po paru miesiącach przerwy. Ktoś może się zastanawiać, dlaczego dopiero teraz zdecydowałam się na powrót. Cóż... Nie wiem czy tutaj wrócę. Nie dlatego, że nie lubię tego miejsca, czy dlaczego że nie czuję się już z nim związana. Jest wręcz odwrotnie. Bardzo brakowało mi blogosfery i możliwości poznania innych ludzi, a właściwie choćby części ich życia. Sama jednak czułam, że pisanie wciąż o tym samym, szarym życiu, w którym nic się nie zmienia nie ma sensu.
  Odczuwałam brak sensu w jakiejkolwiek dziedzinie życia. W ogóle w życiu. Wszystko wyglądało normalnie. Śmiałam się, rozmawiałam z dziewczynami z roku. Jednak nikt nie wiedział, że kiedy tylko zostawałam sama, kiedy robiło się ciemno, stawałam się prawdziwym przeciwieństwem. Doszło do tego, że płakałam praktycznie co chwilę. Zapisałam się w końcu na terapię. Obecnie chodzę już na nią 4 miesiące, ale nie widzę poprawy. Wiadomo, że nic nie przychodzi od razu, jednak coś mogłoby się już zadziać. Może to moja wina, bo nie mówię wszystkiego (zwyczajnie wydaje mi się to głupie), a może tego że nie proszę o żadną radę. Nie wiem. Na pewno będę mogła jeszcze coś z tym zrobić.
  Zmieniam kierunek studiów. W końcu udało mi się przekonać moich rodziców do tego. Ktoś może powiedzieć, że przecież to moje życie i to ja powinnam decydować o sobie samej, z resztą wiele osób pisało mi to w komentarzach. Jednak sprawa nie jest taka prosta, nie chcę wdawać się w szczegóły. Chciałabym skończyć te studia i może wyjechać, póki mam jakąkolwiek wizję przyszłości. Póki mam siłę, żeby myśleć, że to co się dzieje, kiedyś się skończy, że będzie lepiej.
  20 lipca Chester Bennington odebrał sobie życie. Teoretycznie nie powinno to mną wstrząsnąć. Słuchałam Linkin Parku, ale nie byłam aż taką fanką, żeby słuchać ich codziennie, żeby wiedzieć jak nazywa się każdy z członków zespołu. Jednak jakaś część mnie zrozumiała go, zrozumiała jego samotność, jego ból i cierpienie, których nikt nie mógł zrozumieć. I świadomość, że człowiek, który miał praktycznie wszystko sobie nie poradził, sprawiła, że do dzisiaj ciężko jest mi się pozbierać. Modlę się, żeby chociaż teraz był szczęśliwy, żeby czuł spokój. Modlę się, żeby jego rodzina sobie poradziła z jego stratą, z tą ogromną pustką jaką po sobie zostawił. Modlę się za członków jego zespołu, żeby również potrafili pożegnać swojego współpracownika, przyjaciela.
  Nikt tak naprawdę nie wie jak bardzo Chester cierpiał. Bolały mnie komentarze ludzi ze środowisk religijnych, które krytykowały tego człowieka, a przecież to nie do nich należy osąd. Poza tym mam wrażenie, że mówienie o swoich problemach ze swoim życiem, swoją psychiką, nie jest dobrze dzisiaj odbierane. Jakby choroba psychiczna była czymś gorszym, bo przecież żaden z organów nie cierpi, cierpi za to dusza, a dla niektórych ludzi to nie jest prawdziwe cierpienie.
  Nie czuję się kompetentną osobą do pisania takich rzeczy. Z jednej strony co ja mogę wiedzieć. Teoretycznie niewiele, bo co może wiedzieć człowiek, który rzadko wychodzi z domu? Wiem jedno. Każdy człowiek ma w swoim życiu jakieś piekło i nie wolno nikomu, absolutnie nikomu mówić, że nie jest ono wystarczająco gorące, żeby w ogóle nazwać je piekłem.


8 komentarzy:

  1. A ja myślę,że wiesz wystarczająco dużo,żeby się wypowiedzieć. Bo to co napisałaś ma bardzo dużo sensu i jest mocno prawdziwe. Choroby i zaburzenia psychiczne nie są ani lepsze ani gorsze od tych fizycznych. Są po prostu inne. Ale również wymagają leczenia w jakiejś postaci. Ich też nie można bagatelizować,bo mogą się pogłębiać. Samobójstwa są ostatecznością. Wielu z nich pewnie by nie było,gdyby tak ktoś dużo wcześniej zaczął terapię, żeby ktoś z jego otoczenia dostrzegł co się dzieje,wsparł i zachęcił do tej terapii. Warto o tym pamiętać. Czasem pozornie małe działanie może uratować komuś życie.
    Wyczuć można z Twojego pisania smutek i nostalgię. Trzeba coś z tym zrobić ;) Zacząć może od przyłożenia się trochę bardziej do terapii, mówić o wszystkim,nawet jeśli wydaje się głupie. Bo im większa współpraca z Twojej strony tym większa szansa na pozytywny efekt. Coś stanęło w miejscu może, brakuje tych efektów,przez co pewnie mniej lub bardziej tracisz motywację. Ciężko coś konkretnie podpowiedzieć bazując na kilku ogólnych zdaniach. Dlatego jeśli byś chciała może pogadać to zapraszam serdecznie do kontaktu. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Nie czułam się kompetentna, ponieważ nie mam żadnej specjalistycznej wiedzy z zakresu psychologii. Miałam z niej zajęcia, to prawda, jednak nie skupialiśmy się na zaburzeniach, ale raczej na podstawowych pojęciach, co według mnie jest również błędne, ponieważ w szpitalu raczej spotyka się zaburzenia i to jest bardziej potrzebne w pracy. Jednak nie o tym chciałam pisać.
      Zdecydowanie. Może nawet trudniej je rozpoznać, ponieważ często nie mają objawów somatycznych, a tylko jakieś zmiany nastroju czy zachowania, a przecież dla większości to nic takiego.
      Właśnie. Tylko, że dzisiaj po prostu mówi się ,,No nie bądź smutny'', ,,Wyjdź do ludzi''. Wiem, bo sama tak jeszcze niedawno robiłam. Jednak edukacja jest już na wyższym poziomie niż była jeszcze kilka lat temu, więc miejmy nadzieję, że samobójstw będzie coraz mniej i wrażliwość na choroby czy zaburzenia psychiczne wzrośnie.
      Trzeba, trzeba ;) Po ostatniej sesji mam wrażenie, że coś ruszyło, zobaczę co dalej. Właśnie dostałam zadanie do zrobienia i przyłożyłam się, więc sądzę, że być może ,,coś'' się zadzieje.
      Rozumiem i dziękuję bardzo ;)
      Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Ludziom łatwo jest mówić. Przyjaciółka podesłała mi kiedyś taki obrazek dotyczący depresji: „Co by było gdyby inne choroby traktowano tak jak depresje” np. ludzik mówi „Wiem, że masz grypę, ale może postarasz się jej nie mieć”, albo człowiek podłączony do respiratora a nad nim słowa: „Leżenie najwyraźniej ci nie służy, musisz znaleźć inne rozwiązanie” itd. Te obrazeczki idealnie pokazują jak wiele „wiedzą” ludzie, którzy poddają w osąd czyjąś decyzje. Ktoś kto nie cierpiał sam, albo nie obserwował bliskiego w takim bolesnym położeniu nigdy nie zrozumie co to ból psychiczny, będzie krytykował samobójców, wyśmiewał depresje. Dawniej mnie to bolało dziś sobie mówię: „Trudno na głupotę nie ma lekarstwa, muszą istnieć i takie półgłówki co nic nie rozumieją, aby na świecie była równowaga” . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je widziałam i rzeczywiście są bardzo prawdziwe. Myślę, że takie myślenie wynika po prostu z braku odpowiedniej edukacji na ten temat. Dopóki nie zacznie się dziać coś z nami samymi lub z kimś znajomym, nie zwracamy na to uwagi. Podpisuję się pod tym obiema rękami, bo wiem, że sama myślałam w ten sposób, dopóki osobiście nie doświadczyłam różnego rodzaju rzeczy związanych z psychiką. Mówią, że dopóki się samemu czegoś nie doświadczy, nie można zrozumieć drugiego człowieka w jakimś położeniu i jest w tym racja.
      Hm chyba w sumie masz rację w tej kwestii. Oczywiście można próbować edukować, ale tak naprawdę jeśli ktoś się zaprze i nie będzie chciał to nic się nie zrobi.
      Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. WOW ostatnie zdanie powala na łopatki, tak bardzo pasuje *.*

    Można samemu o sobie decydować i słuchać się rodziców, jedno drugiego nie wyklucza.

    Brawo! Nawet jeśli nie widzisz poprawy, to samo pójście na terapię jest dużym krokiem. A Ty może potrzebujesz więcej czasu aby się otworzyć. Ale powinnaś mówić o wszystkim - może akurat coś wcale nie jest głupie, sama tego nie dostrzegasz a może okazać się ważne.

    Trzymaj się, daj sobie dużo czasu i nie daj sobie wmówić, że nie możesz wypowiadać się na jakiś temat. Możesz, szczególnie jeśli to Twój blog ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej
    Chyba sobie gdzieś wygraweruję to Twoje ostatnie zdanie, bo naprawdę mega trafnie określa to, co mnie ostatnio bardzo wkurza w życiu. Z tego się ogólnie bierze większość nieporozumień na tym świecie, że ludzie oceniają innych swoją miarą, zamiast brać poprawkę na to, że każdy jest inny i ma własne, osobiste podejście do wielu spraw...
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na ogół jest tak, że nie zrozumie choroby psychicznej ten, kto nigdy jej nie doświadczył lub nie musiał patrzeć na cierpienie bliskiej osoby. Co nie zmienia faktu, że ignoranci nie powinni się wypowiadać w temacie. Ale pieprzyć ich.
    Śmierć Chestera mocno mną wstrząsnęła i dopiero po kilku dniach dotarło do mnie, że naprawdę jego już nie ma. Nie byłam aż tak wielką fanką LP, ale ogólnie lubiłam, szanowałam.
    Cieszę się, że wróciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mną jego śmierć bardzo wstrząsnęła, bardziej niż powinna to zrobić śmierć obcej osoby. A jednak wychowałam się na jego muzyce, więc w pewien sposób był mi bliski, choć on sam nie wiedział nawet o moim istnieniu.
    Najgorsze jest to, że kiedy patrzę na tytuły piosenek z ostatniej płyty, mam wrażenie, że to było jego wołanie o pomoc... Jak to się stało, że nikt mu nie pomógł?

    OdpowiedzUsuń